Życie to jednak niesie wciąż nowe niespodzianki. Mając lat ładnych kilkadziesiąt odkryłam że otaczają mnie absurdalnie absurdalne absurdy. Że informacje na FB to prawdy objawione, a osoby, które mówią „mnie fb mało interesuje” mają również konta na insta, pinteście, X i gdzie popadnie, żeby i tam ich nie obchodziło… Gwoździem do trumny był tekst koleżanki która przyznała że nie będąc nią jeszcze „cały czas Cię czytałam”.
O matko-pomyślałam refleksyjnie i zaraz potem połowę treści poukrywałam .
Serio, ktoś wierzy w to, że upozowane zdjęcia niosą prawdziwe informacje o ludziach? że dzień to pasmo sukcesów (a jakże) sukcesów dodajmy w pełnym makijażu?że mówię gdzie aktualnie jestem?że kocham kogoś tak mocno jak mocno oblepię upozowaną fotę serduszkami?serio ktoś w to wierzy?serio donosi uprzejmie szefowi że współpracownik wrzucił na relację??i serio ów też w to wierzy??
Nikomu nic nie daje do myślenia że ktoś kto jest plującą jadem zimną żmiją cały dzień a na koniec dnia wrzuca na sociale „Szanuj każdego człowieka, bo szacunek to taki magiczny, niewidzialny brokat, który sprawia, że świat staje się krainą pełną tęczy i przytulasów!”
Chyba dlatego i między innymi dlatego wróciłam do pisania a eS mi w tym wydatnie pomaga i współtworzy.
Blog ma ten margines niedowierzania. Może, ale przecież nie musi być prawdą. Może być trochę pisaniem, trochę rzeczywistością i do niczego nie zobowiązuje.
Zdecydowanie to jest mi bliższe, niiż każde „kochana” pisane w socialach, które przekłada się w życiu realnym na „Ty jesteś po prostu….coś tam.”

