Takie, przy kawie.

Nierzadko zdarza mi się mówić dobrze o moich koleżankach, czy o kobietach w ogóle. Nie. Żadne tam nowoczesne ciągoty. Kobieta jest bardzo często da innej kobiety obiektem estetycznym.

-Na prawdę to że ja mogę się zachwycać urodą moich koleżanek nie znaczy, że to jest DLA WSZYSTKICH i że Ty też możesz- spojrzałam ostrzegawczo na eS który jak zawsze w takich momentach zachował kamienną twarz

– A gdzie parytety?

– Cóż… w d… -odpowiedziałam z arystokratycznym wdziękiem.

Siedzieliśmy właśnie w galerii handlowej, gdzie nastolatki z odsłoniętymi brzuchami przemykają po widoku.

Rozmowa toczyła się o tym i owym a między innymi o tym, czy hodowla zwierząt wyklucza ich jedzenie. (Tacy z nas wielowątkowi ludzie renesansu).

-Nie mógłbym np. zjeść kury, której bym dał na imię i bym ją oswoił. Inne kury spoko, ale taką?…Ty byś mogła?

-Tak. Spoko.

-No jak- eS odkrywa moje nieludzkie oblicze po raz kolejny.

-No normalnie, jakbym była głodna to bym zjadła.

Przewraca oczyma.

-Weeeź…

-Jakbym była bardzo głodna to bym i Ciebie mogła zjeść.

Ściąga brwi, jego wyraz twarzy mówi „Po to mnie oswajałaś? Tak się robi bliskim?”

-Są różne ekstremalne sytuacje i myślę, ze wtedy się nie wybrzydza.-kontynuuję.

-Ale dlaczego mnie?-pyta jak ewentualna ofiara Hannibala Lectera-dlaczego nie zaczęłabyś wtedy od sąsiadów czy coś?

W powietrzu wyczuwam leciutki niepokój.

-No bo wiem na czym jesteś hodowany, jaką paszę jesz wiem..

To dla zdrowia.

Swojego.

Milknie.

Nasza relacja płynie nurtem ciągłych przeobrażeń.

To, co nas łączy, nieustannie wymyka się własnym definicjom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *