Wspomnieniowo i….o tym, że alkohol jest niezdrowy.

Wieczorem Fabio, który jest gospodarzem przybytku, w którym mieszkamy zaprasza nas na poczęstunek.

Płynny.

Rozmowa toczyła się sama, pełna kwiecistych porównań i nawiązań do historii obu narodów (literatury nauki, sztuki) i dykteryjek, były wielkie idee, anegdoty i filozoficzne dygresje….choć nikt nie znał języka rozmówcy, konwersacja kwitła w najlepsze. Wino skutecznie pełniło rolę tłumacza. Kobiety raczej słuchały (zadziwione), gdy mężczyźni z właściwą sobie powagą debatowali nad kwestiami najwyższej wagi, od sensu życia po to, dlaczego akurat ich sposób robienia czegokolwiek jest tym jedynym słusznym.

Czas płynął lekko. Ponieważ eS zasadniczo nie spożywa byłam zaskoczona, gdy Włosi odpadli, a Polacy przenieśli się do kuchni apartamentu uznając, że upojenie Włochów to stan raczej przejściowy.

Sączyłam ze swojego kieliszka i w przeciwieństwie do absolutnie wszystkich byłam pewna że jestem absolutnie trzeźwa. Nawet gotowałam makaron, żeby jutro po powrocie na kwaterę był już półprodukt do obiadu….

Obudziłam się pierwsza.

O świcie.

Weszłam do kuchni.

Makaron stał wszędzie.

Na stole, blatach, parapetach, w miskach, durszlaku, na talerzach…

Ugotowałam tamtej nocy cały makaron z wszystkich szafek.

Do dziś nie wiem : DLACZEGO?

A potem wstał eS i Tomaszek…i odkryli, że…kac to zemsta ocalałych komórek nerwowych za ich poległych towarzyszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *