W. mówi do mnie głosem Matki Polki:
-Świadectwo z paskiem NIC nie daje, miałaś?
-Tak-potwierdzam zgodnie z prawdą.
-I dało Ci coś?
-Tak-potwierdzam znowu.
Robi wielkie oczy i przewraca nimi z wprawą nastolatki.
Przecież nie będę jej mówić że założyłam się z Tatą że jeśli będę miała i w skutek bycia kujonem stałam się również posiadaczką walkmana marki Tropikal, który zresztą zepsuł się wkrótce potem i tyle z niego było co z tego świadectwa. Sprytny ten taciny fortel sprawił że dołączyłam do grona aniołków które były wywoływane na środek sali gimnastycznej, żeby następnie uścisnąć dłoń Dyrektora starego komucha.
I choć na tym się skończyła moja współpraca krótka i mało chwalebna z władzą ludową to jednak trochę wstyd…wstyd trochę…
trzeba się było urodzić z trzydzieści lat później…wszyscy by się martwili o mój dobrostan psychiczny, samopoczucie i nastrój.
