Przejeżdżamy między miastami , tuż obok znaku o odcinkowym pomiarze prędkości…i…jak to dzieje się czasem wychodzi z eSa zawód.
-To nie jest tak do końca ok z przepisami. Bo zbiera się Twoje dane ZANIM popełnisz cokolwiek.
-No i?-pytam nieco od niechcenia bo kto by tam chciał w 40 stopniach.-widocznie wiedzą jaki z Ciebie gagatek.
eS podnosi oburzoną brew ale nie przeczy swojemu typowi osobowości ale uderza w literę sprawiedliwości .
-Nie ma podstawy prawnej do określenia kogoś gagatkiem.
-Jest-zaprzeczam szybciej niż myślę.
Druga brew eSa podnosi się w niemym zapytaniu.
-Ustawa o gagatkach z dnia 15 maja 1998 roku-klamię bez mrugnięcia okiem , jak się tego nauczyłam na studiach podczas egzaminu z prawa.
-Nie ma-próbuje mnie przekonać spokojem
-Jest.
Postanawiam złamać Go twardą postawą negocjacyjną, nieważne jak to będzie absurdalne.
Pokonujemy kilometry w ciszy…
-Jak Cię złapią za rękę kłam że nie Twoja-mruczy pod nosem.
Ostentacyjnie ignoruję.
Cisza leci jak kilometry spod kół i Celsjusze na termometrze.
-I Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości o gagatkach w ruchu drogowym z nowelizacją z 8 lipca 2000!
Kończę dobitnie wysiadając z auta na parkingu.
Moje na wierzchu.
i już.
–
