Stoję nad otwartym pudełkiem , którego zawartość przed chwilą umyłam i umieściłam w garnku…i czytam etykietę „porcja rosołowa….z KACZKI”. Oczy nam nie rozumiejące a duszę spłoszoną….
-Będziemy jedli rosół z kaczki???-pytam sama siebie .
(Dość retorycznie bo nie odpowiadam).
To świadczy nie tylko o tym że u nas w domu nie jest jak powinno (bo mocno wierzę że w innych domach to się jajka wysiaduje, kury karmi własną piersią a potem morduje w niedzielny poranek) to świadczy o tym że stanowię jednak realne zagrożenie dla innych bo jadę na oparach..
Acz jeśli chodzi o bycie zła matką to jednak kujnęło.
Bo w sprawach gotowania, kuchni to jestem jednak mocno analogowa i miewam kompleksy.
-Błagam zrób mi taki schab w słoikach -zwracam się ze łzami w oczach do Jo-jak ja pasteryzuje to pewnie wszystkich niechcący zabiję…
-To ja mam zabić?-pyta Jo.
Oczy znów zachodzą mi łzami …bardzo po babsku, przecież bym jej te paczki do paczki przywlokła…bo bym przeżyła oczywiście.
…
Dawno temu miałyśmy z O. dziwnego znajomego, o którym jego (wówczas) dziewczyna mówiła:
-on bardzo się stara w kuchni
(choć wolałaby żeby się w sypialni starał).
Znajomy ów wiedział wszystko lepiej. Gdzie dodać imbir, a gdzie kardamon, czego nie gotować, co doprawiać.I doprawiał, w efekcie było gorsze niż przed. Znał się także na modzie, pielęgnacji urody, trendach w makijażu. Wtedy to było traktowane jako niegroźne dziwactwo. Dziś zapytałabym -jakie są twoje zaimki?
Konkludując: jestem chyba tradycjonalistką, nawet jeśli mylę kaczkę z kurą to mężczyzna w kuchni stanowi dla mnie element miły i sympatyczny ale także nieco egzotyczny, wolę, żeby mi eS gwoździe przybił, z majstrem pogadał, sprawy auta ogarniał, Ja tam, z trudem się orientuję gdzie jest w aucie silnik…
No i żeby cierpliwie nie wzdychał zbyt ciężko, gdy leżę w trawie i robię zdjęcia 😁
To miłe jak czasem coś upichci ale jednak… mężczyzna w kuchni to trochę jak kobieta na okręcie niby przesąd ale istnieje ryzyko nawet nie tego że załoga głodna, ale że okręt wygląda jak po abortażu.
