Byłam z Nim na trzech wielkich drogach motocyklowych. Był Grossglockner z przechyłami, w które nie uwierzyła bym nie zobaczywszy ich potem na filmie. Było Stelvio pełne agrafek, kiedy myślałam, że umrę. I Transfogarska pełna niedźwiedzi. Była adrenalina, był dreszcz emocji, były oktany we krwi i ta dzikość serca, której nie czuje się na co dzień. Było kołysanie na zakrętach, monotonne mruczenie silnika, zapach benzyny, słońce odbijające się w nagrzanych kilometrach asfaltu.
Ostatniej niedzieli wybraliśmy się na motospacerek. Westchnęłam, gdy mijaliśmy sady.
Chyba się starzeję – wyszeptałam potem.
Hmmm?-zapytał inteligentnie.
Bo tak jedziemy i tak myślę „czy śliwki przemarzły w tych sadach? Przymrozek był. Zimna wiosna LATOŚ.”
Motocyklowa legenda uklękła przed pokoleniami wiekowych sadowników z wąsami.
