W motocyklowymbiurzematrymonialnym, które śledzę jak kolejne aktualizacje Pudelka, wrze.
„Motocyklista pozna panią, jutro latanie!”
„Chętnie zostanę plecaczkiem!”
ES nie bardzo rozumie to moje zainteresowanie , ale próbuje mu tłumaczyć: to jest ZJAWISKO socjologiczne, bo jak w ogóle można kogoś poznać i wsiąść? Przez całe moje motocykowopasażerskie życie nigdy nie wsiadłabym na motocykl z nikim innym z prostej przyczyny: chcę żyć.
Nie wyobrażam sobie, że to jest sport dla każdego, nie wyobrażam sobie również, że miałabym komuś zaufać.
„Popatrz! Popatrz!” -krzyczę- „prawko jest od miesiąca, chętnie zabiorę panią na tylną kanapę”
ES kiwa głową (jak to mają w zwyczaju motocykliści, himalaiści, artyści,ludzie gór ;))
„Pozytywna wariatka pozna..”-zaczynam kolejny wpis
Red Flag-gasi mnie eS.
„Czy jest chętna pani na wyprawę do Czarnogóry za miesiąc?” -Boszszsz, jak to wsiąść z kimś obcym na motocykl i pojechać do Czarnogóry…-zamyślam się-przecież to brzmi jak gotowy scenariusz z kryminału…
-Ludzie lubią adrenalinę-komentuje eS
-A wiesz-wracam melancholijnie do korzeni naszej znajomości-i zaczynam przymilnie- że jak Cię poznałam to podałam koleżAnce Twoje dane?
ES podnosi w pytaniu brew.
-No, w razie gdybyś mnie zabił-wyjaśniam- i popatrz..to było dwadzieścia lat temu. DWADZIEŚCIA..ale ten czas ucieka…-daję się ponieść uczuciom.
-No, za pięć bym wychodził.
Kurtyna.
