Randka z internetu to nie brzmi dobrze i niczego dobrego nie wróży -chciałoby się powiedzieć słowami posiadacza Hayabusy który trafił na wspólne latanie z trzema użytkownikami 125ek.(Z serii: historia prawdziwa).
Kontynuuję przyglądanie się portalom w których kwitnie motocyklowa moda na spotkania z obcymi ludźmi. Trochę wyjmuję popcorn przy nowych wątkach, trochę jednak pielęgnuję naukowe zainteresowanie patologią.
„Chętna na plecaczek i szaloną jazdę, KASK MAM, doświadczenie też…” Poniżej zdjęcie owszem w kasku obok motocykla,spod kasku wypuszczone długie włosy. Wiarygodność zerowa-pani kochana każda która jeździła choć raz z rozpuszczonymi włosami wie, że legendarny „wiatr we włosach” to włosy nie do rozczesania po krótkiej przejażdżce.
„Która chciałaby zaszaleć bez strachu?!” Królewiczu cacany, to brzmi jak zaburzenia osobowości.
„Chcę wariatkę!”-zstanawiam się czy u potencjalnych kandydatek szybka przebieżka po synapsach neuronowych nie ujawnila problemu.
„Szukam kompanii do wspólnego latania, oferuję tylną kanapę, odkrywanie nowego i nieznanego, wypady w dzicz i spanie w dziczy pod namiotem”-wow, zawrót głowy, brzmi jak raport z wizji lokalnej.
eS podnosi brew karcąco gdy czytam wyjątki jakby mówił „i po co się z tego śmiejesz?”
Aprobuję Twą dezaprobatę-odpowiadam głośno. Uczę się czego nie robić
w razie
gdyby
jakby coś
no wiesz
teges….
Cisza…cisza ołowiana, cisza ciężka jak internetowa twórczość.

