Uwielbiam te chwile, gdy leżę pod lampami na fotelu dentystycznym, mikroskop zagląda mi ciekawsko w oczy, guma kafedramowa na ustach, a Lekarzowi zbiera się na rozmowę…
-no ma pani ten głęboki zgryz, ma…-krzywi się paskudnie
No wiem, ze mam, po babci mam-myślę sobie-jedni dostali kamienicę i biżuterię rodową, ja wadę zgryzu
-A może pani rozważy aparat?
Tym razem nie wiem czy mówi poważnie. Mam tyle lat, ze skoro mi proponuje aparat ortodontyczny to…aaa z resztą może teraz i do trumny robią.
Bo wiecie…Moi Drodzy czasem czuję się taka stareńka jak katedra w Gnieźnie.
Tak stara, ze wszystko już było…
I wtedy myślę o eS, który jest starszy i jak na osobę z początkami demencji przystało… wierzy, że są na świcie cuda.
-Wiesz, ze istnieje taka motocyklowa solidarność?
-Naprawdę?-zaciekawiłam się-a na czym polega?
-Wiesz, motocykliści sobie pomogą, nawet obcy.
Jako osoba z gruntu zła i wierząca, ale nie aż tak poddałam w wątpliwość, a zaraz potem poddał los.
Wracaliśmy z Łomnicy i paliwa miało wystarczyć, ale gównie miało (miał, miał).
Stanęliśmy zatem na poboczu i oczekiwali aż przyjadą motocykliści z opowieści eSa wiedzieni zewem solidarności i współpracy.
Staliśmy i czekali…prawie dwie godziny.
eS zachowywał stoicki spokój, ja właściwą postawe złośliwej ironii.
Mijali nas kolejni motocykliści i podnosili rekę w pełnym solidarności powitaniu..
Ponieważ uwielbiam robić rzeczy, których później będę żałować prowadziłam również wywód o wadze solidarności i więzi międzyludzkich oraz ścisłych więzach braterstwa, jakie łączy motocyklistów
na świecie
CAŁYM.
Fakt, że jeszcze tu jest świadczy o tym, ze eS ma jednak wysoki próg tolerancji na to co mówię/piszę.
A jak u Was? 😉
To ja. eS. Czcigodnym czytelnikom pozostawiam rozwiazanie zagadki, skad w koncu mielismy paliwo? I czyja wiara okazala sie prawdziwa?
